Wzięłam udział w warsztatach z renowacji mebli. Tych prawdziwych, nie malutkich :P Poznałam woski, lakiery, farby kredowe ( i talkowe), nauczyłam się pracować z szablonami i robić przecierki.
Jako mebel eksperymentalny posłużył mi czarny stolik nocny. Postanowiłam wypróbować na nim wszystko to, czego chciałam się nauczyć. Że tak powiem, na bogato. Mydło i powidło, czyli wszystko naraz.
Na pierwszy ogień poszło krycie czarnego mebla szarą farbą widoczną w przecierkach. Później wosk a na niego dwie warstwy białej farby.
Korzystając z okazji nauczyłam się malować szablony - przećwiczyłam dwa takie - jeden na górnym blacie, a drugi...
... w szufladzie :-)
Dodatkowo wnętrze szafki otrzymało małą niespodziankę w postaci różowej farby, aby nudno nie było ;-)
Na koniec kolejne woskowanie (z dodatkiem lakieru) i dodanie przecierek papierem ściernym
A przed chwilą, gdy warstwa lakieru z woskiem całkowicie wyschła, odbyło się polerowanie suchą szmatką.
I proszę - mam piękny satynowy stolik nocny ;-)
Zaraz po dotarciu do domu, co było wyczynem sporym - z szafeczką pod pachą i siatką farb, lakierów i wosków w zębach, machnęłam sobie jeszcze skrzyneczkę.
Przeznaczenie mojego romantycznego pudełka jest mało kobiece: będę w niej przechowywać dłuta i inne narzędzia do rzeźbienia i modelowania ;-)
I w ten oto sposób w jeden sobotni dzień zostałam właścicielką prawie nowego stolika nocnego i skrzyneczki na narzędzia!
A to dopiero początek...
Anna

















































